english

NORD

Recenzje zagraniczne - UK, Francja, Niemcy - kliknij tutaj.

NORD

1. Ej ty, gburski synie
2. Grajo gracyki
3. Moja dolo
4. Kujawiak Czart
5. Hola byśki hola
6. Musiałaś ty dziewce
7. Kołysanka konopna
8. Ingunn
9. Polka Emigrantka
10. Bendzie wojna
11. Polka żydóweczka
12. Gospodynie
13. Step Owy

________

________

Kapela ze Wsi Warszawa:
Magdalena Sobczak-Kotnarowska – śpiew, cymbały, skrzypce, baraban
Sylwia Świątkowska – śpiew, skrzypce, fidel płocka, basy
Ewa Wałecka – śpiew, skrzypce
Piotr Gliński – baraban, perkusjonalia
Paweł Mazurczak – kontrabas
Maciej Szajkowski – bęben obręczowy, perkusjonalia

goście:

Hedningarna (1, 2)
Anders Norudde – moraharpa, szwedzkie dudy
Hållbus Totte Mattsson – mandora, lira korbowa
Samuel Andersson – moraharpa, skrzypce oktawowe
Valter Kinbom – perkusjonalia

Sandy Scofield – głos, bęben szamański (10)

Miłosz Gawryłkiewicz – trąbka, flugelhorn (1, 3, 6)

Władysław Pogoda z Kolbuszowej, Tadeusz Zygadło z Goniwilka Starego – głos (4)

Nagrania:
Studio Polskiego Radia S4 (1, 2)
Sound and More (3-13)

Realizacja nagrań:
Jacek Gładkowski (1, 2)
Sebastian Witkowski, Mariusz Dziurawiec (3-13)

Mix & Mastering:
Smok & Activator at Studio AS One

Projekt graficzny:
Paweł Sky

Foto:
Radek Polak

________

******
Z piekła rodem

Przez 15 lat nie nagrali żadnej złej płyty. Każda kolejna okazuje się jeszcze lepsza od poprzedniej. Najnowsza – „Nord” – to niesamowita podróż Kapeli Ze Wsi Warszawa na Północ.
Świeżo po sukcesie opery z muzyką zespołu – „A Blessing on the Moon. Part One: The Color of Poison Berries" – w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, a tuż przed kolejną dużą trasą koncertową m.in. w Holandii, Turcji, Wielkiej Brytanii i Niemczech, Kapela Ze Wsi Warszawa wydaje kolejny album światowej klasy. Można go tak określić nie tylko dlatego, że wśród gości pojawiają się członkowie legendarnej szwedzkiej grupy Hedningarna czy kanadyjska szamanka Sandy Scoffield. „Nord" jest perfekcyjnym połączeniem surowej i transowej słowiańskiej tradycji ludowej z zimną i pogańską skandynawską. Od tej mieszanki robi się na sercu gorąco, a ciarki przechodzą po plecach. (...)
Jacek Skolimowski

________

Album zainspirowany muzyką skandynawską, a jednak brzmi bardzo swojsko. Dwa bliskie sobie geograficznie, ale - jak mogłoby się wydawać - odległe kulturowo światy na tej płycie stają się jednym. Choć nie chodzi tu tylko o połączenie dwóch konkretnych etnosów. To jest world music w wersji totalnej. Kapela tnie trochę na ukos - nie tylko w poprzek stylów i gatunków, również w poprzek historii i czasu. Obok folku i muzyki etnicznej (z różnych zresztą regionów świata) odzywa się tu jazz, rock, puls muzyki tanecznej. A całe to szaleństwo w ryzy biorą surowy, plemienny, obrzędowy klimat oraz magia harmonii niesamowitych kobiecych głosów.
Robert Sankowski

---

W ostatnim "Dużym Formacie" Robert Sankowski napisał o płycie Kapeli ze Wsi Warszawa. O tej samej płycie i o skandynawskim folku pisze też Rafał Zieliński z Wrocławia. Zespół wystąpi tam w niedzielę w ramach Ethno Jazz Festivalu. Dzień wcześniej będą grali w Opolu, potem jeszcze dwa koncerty w Polsce, a maj i czerwiec Kapela spędzi w trasie po Europie Zachodniej. Będzie też koncert w białoruskim Mińsku (3 czerwca).

Udało mi się już posłuchać tej płyty. Na "Nord" Kapela ze Wsi Warszawa występuje szczuplejsza - ubyli Maja Kleszcz i Wojtek Krzak - ale podnosi poziom, zwłaszcza w stosunku do poprzedniej płyty "Infinity". Współpracy ze szwedzkim folkowo-pogańskim zespołem Hedningarna nie można nazwać "ucieczką na północ", lecz raczej "podbojem północy". Polacy pod dowództwem Macieja Szajkowskiego nie rozmyli swojego charakterystycznego brzmienia, wręcz przeciwnie, jakby je wyostrzyli. "Nord" brzmi surowo, wyraziście, jak płyta młodego, świeżego zespołu. A przecież Kapela ma już 15 lat!
Jacek Świąder

---

________

******

Nie przejęli nam kapeli
„Nord” nie jest przełomem w działaniach Kapeli, ale to płyta bardzo sugestywna, szczególnie w partiach wokalnych („Grajo grajcyki”, „Moja dolo”).

Kiedy w latach 90. pasjami wsłuchiwałem się w potężną ścianę dźwięku szwedzkiej Hedningarny, przetwarzającej na nowo wątki skandynawskiego folkloru, nawet mi nie przyszło do głowy, że kilkanaście lat później jej muzycy jako goście pojawią się na polskiej płycie. Dziś wydaje się to tak naturalne – o dekadę młodsza Kapela ze Wsi Warszawa konsekwentnie robi coś podobnego z polską muzyką ludową. Przybliża ją naszym czasom, pokazuje w wizji atrakcyjnej, a zarazem mocno zanurzonej w tradycji. W znanej kołysance odnajduje niemal szamański, hipnotyczny wymiar („Kołysanka konopna”), podobnie jak u Szwedów potężne brzmienie tworzy w oparciu o stare ludowe instrumenty („Polka żydóweczka”). „Nord” nie jest przełomem w działaniach Kapeli, ale to płyta bardzo sugestywna, szczególnie w partiach wokalnych („Grajo grajcyki”, „Moja dolo”). A pojawiający się tu muzycy Hedningarny i kanadyjska szamanka Sandy Scofield nie zmieniają radykalnie oblicza polskiej grupy, co ta ostatnia może traktować jako komplement i dowód mocnego charakteru.
Bartek Chaciński

________

To, co z północy najlepsze

Kapela Ze Wsi Warszawa sprawiła sobie piękny prezent na 15. urodziny. (...)
Marcin Flint

________

Kapela z dalekiej Północy

Czy to możliwe, aby pogodzić muzykę Słowian z kulturą ludów skandynawskich? Kapela Ze Wsi Warszawa na nowej płycie "Nord" podejmuje się tego trudu i nie jest on bezzasadny.W końcu spiritus movens naszej czołowej grupy folkowej Maciej Szajkowski jako współtwórca Warszawskiego Festiwalu Skrzyżowania Kultur od lat przekonuje, że otwarcie na dokonania innych uwrażliwia na sztukę i zaspokaja ciekawość poznawania świata. (...)
Konrad Wojciechowski

________

**********

Sporo się przez te cztery lata, od czasu "Infinity", wydarzyło. A jednak odpoczynek od studia, nowe projekty i przetasowania w składzie, najwyraźniej wyszły Kapeli na dobre. Dziś prezentują się naprawdę imponująco.

Kapela ze Wsi Warszawa przyzwyczaiła nas, a przede wszystkim siebie, do nagrywania dobrych płyt. Lub choćby przyjmowanych za dobre, niejako a priori, przez wzgląd na prestiż zespołu. Nie zawsze miało to faktyczne pokrycie w rzeczywistości, czego dowiódł ostatni krążek "Infinity", który okazał się bardziej schematycznym odcinaniem kuponów od dotychczasowego sukcesu niż nowatorską wizją folku, której zwykliśmy oczekiwać. Kapela zakopała się tym samym we własnej wspaniałości i do wyjścia z impasu konieczne były nowe pomysły i radykalne zmiany.

Te zmiany rzeczywiście zaszły, w sposób mniej lub bardziej planowany. Przede wszystkim w szeregach zespołu - opuścili je Maja Kleszcz i Wojtek Krzak, prominentne postaci w składzie, nie tylko wizerunkowo, ale też brzmieniowo, szczególnie w przypadku Mai, której niezwykle symptomatyczny głos charakteryzował w dużym stopniu muzykę Kapeli. Zespół miał wprawdzie okazję przyzwyczaić się do uszczuplonej drużyny podczas koncertów granych od czasu "Infinity", ale "NORD" jest pierwszym studyjnym albumem nagranym w takiej konfiguracji.

Najbardziej odświeżające dla muzyki Kapeli okazało się jednak zaproszenie do studia nowych, wyjątkowych współpracowników. Szwedzka grupa Hedningarna, protoplaści world music i szamanka Sandy Scofield, sprawili, że warszawscy folkowcy wzięli głęboki oddech, obejrzeli się za siebie i nagrali jedną z najlepszych płyt w swojej karierze. Przepis na sukces okazał się prosty - wystarczyło sięgnąć po to, czym zespół zachwycał nas na "Wykorzenieniu" czy "Wiośnie Ludów" - transowość, dzikość i nieokrzesanie.

Idei "mniej znaczy lepiej" zdaje się hołdować Kapela w aranżacjach tradycyjnej muzyki ludowej. Oszczędna i surowa forma utworów sprawia, że album "NORD" zyskuje bardzo organiczny wymiar i staje się autentyczny w odbiorze. Trudno zdecydować co odgrywa tu główną rolę - zespół czy wokale? Instrumenty są szeroko wykorzystywane pod względem sonorystycznym, naturalnie osiągane efekty dźwiękowe, jak szumiące flażolety czy zgrzypnięcia na smyczkach wzbogacają utwory w bardzo wyraźny, a jednak subtelny sposób. Sporą część płyty wypełniają też instrumentalne wprowadzenia. Ale z drugiej strony wokale stanowią równie istotną część "NORD" - szczególnie dysonująca wielogłosowość, przywołująca wspomnienia nie tylko z ludową muzyką Północy (której jest cechą charakterystyczną), ale także bliższym nam brzmieniom gorących Bałkanów.

Kolejnym atutem krążka jest dobór współpracowników. Z mojej strony specjalne chapeau bas za zaproszenie Sandy Scofield, której udział - choć w tylko jednym utworze - unaocznia jak wiele elementów stycznych słowiańska muzyka ludowa ma z pozornie odległym folklorem skandynawskim, jak pięknie śpiew gardłowy i bęben szamański uzupełniają brzmienie polskiej kapeli. Takich kawałków, jak "Bendzie wojna" chciałoby się tu znacznie więcej. Może na następnym krążku? Proszę?

"NORD" to bardzo spójna i równa płyta, a jednocześnie pierwszy tak chłodny - bo północny i skandynawski - album w dorobku Kapeli ze Wsi Warszawa. Jeśli wcześniejsze ich płyty były jak odmalowana żywym kolorem i polakierowana na błysk chata z mazowieckiej wsi, to "NORD" jawi się jako solidny i surowy górski szałas.
Kaśka Paluch

________

Temat Kapeli ze Wsi Warszawa poruszyłem kiedyś w rozmowie ze znajomym etnologiem. On, także fan, przytoczył mi zdanie jego sąsiada, folkowego ortodoksa, brzmiące ni mniej ni więcej: „Kapela to popierdółka”. Cóż, środowisko jak każde inne, więc zarówno konserwatyzm, jak i ludzka zawiść przewijać się mogą, ale wypłukując wspomniany pogląd z emocji, nie sposób nie dokopać się do pewnej prawdy. Mam mocno umotywowane wrażenie, że dla części niezależnie zorientowanego audytorium to właśnie KZWW jest punktem granicznym, kompleksowym źródłem narodowych tradycji muzycznych – podobnie jak Joanna Newsom czy Fleet Foxes jako kompendium wiedzy o folku amerykańskim. Tymczasem dla kogoś, kto się w tym po trochu wychował, miał styk z zespołami pieśni i tańca oraz wsiąknął kiedyś w prawdziwą polską wieś, rodzimy folk jest raczej samodzielnym, autonomicznym muzycznym terytorium, które cechuje tak wspomniana ortodoksja, jak i pełna bezkompromisowość. Nie jest to lekka muzyka i jestem świadom, że na pewnym etapie szok poznawczy może błyskawicznie spalić determinację, ale gdzieś w głębi duszy czuję też zrozumienie dla folkowych die-hardów, którzy oburzają się, gdy wrzuca się ich do jednego wora z muzyką, w której folk jest punktem wyjścia, a nie formą samą w sobie.

Oczywiście KZWW nigdy nie kryła się ze swoimi popowymi aspiracjami, równie chętnie dryfowała poza rodzime wody, więc byłem trochę skonsternowany, gdy ktoś wytykał „Infinity” odejście od tradycji. Jednak wynika stąd kolejny wniosek – strasznie ciężko ten zespół recenzować. Rdzenny folk jest różnorodny, jak Polska długa i szeroka, a Kapela – mimo że we flircie z rodzimą tradycją preferuje swe lokalne terytoria – raczej nie jest gdziekolwiek na stałe przywiązana, a do tego dokłada nowe bez żadnego skrępowania. Poza tym to grupa-monolit, także i z powyższych względów nieomal nie do ruszenia. Cóż więc robić? Tropić odwołania, chwytać wątki? Jak w ogóle oceniać muzykę, która po prostu jest, a do eksploracji źródeł której potrzeba znacznie więcej kompetencji? Najprościej i najzasadniej chyba skupić się na całokształcie – przystępność, ale i podświadomie wyczuwana siła stojące za ich dorobkiem sprawiają, że to oni od lat na tym polu rządzą i dzielą (15. miejsce na OLiSie w chwili gdy to piszę) a nie np. Żywiołak, tak też więc na nich patrzmy.

W kontekście kierunku, w którym skręcili Maja Kleszcz i Wojtek Krzak w ramach IncarNations, muzyczny los ich macierzystej formacji był niewiadomą – zwłaszcza, że dotychczasowi liderzy zdecydowali się ją opuścić. Tymczasem w pełnej zgodzie z tym, co reszta składu deklarowała w wywiadzie z Agnieszką Szydłowską – zmiany, owszem, są, ale w tym przypadku raczej w postaci wartości dodanej niż większej rewolucji. Choć oczywiście rozszalały miejscami jazz plasuje się gdzieś pomiędzy, przewrotnie powodując w mej głowie skojarzenia z tym, jak swoją drugą płytę urozmaicili wspomniani już Fleet Foxes. Miłosz Gawryłkiewicz przeleciał po niektórych utworach z taką fantazją, że z miejsca ustanowił jeden z najmocniejszych elementów albumu. Z rzeczy równie niefolkowych pojawia się gdzieniegdzie nowoczesny groove, który rozpycha skutecznie spektrum brzmień „Nord”. Od lat sprawdzonym przez zespół kluczem do wyjątkowości jest przeplot pomiędzy utworami flirtującymi z tradycją a tymi, które uciekają na nowe terytoria – epicentrum tego chwytu jest „Musiałaś ty dziewce”, progresywnie rozbudowany twór, pigułka definiująca całość. Niemożliwie chwytliwy, staropolski zaśpiew niosący tekst, który w trzech wersach chowa taką historię, że i bez deklaracji zespołu czuć, jak wiele uwagi tym razem poświęcili lirykom. A między wierszami trąbka wspina się po piętrzących się smykach – pełna symbioza, jeden z najlepszych numerów, esencja tego zespołu.

Wciąż jest różnorodnie, ale przeskoki wydają się być nieco bardziej płynne niż na poprzedniej płycie. Niebywałym tchnie z tej płyty klimatem – to przecież zaprawieni zawodowcy, ale bynajmniej nie rutyniarze. Fragment, gdy starszy człowiek rzecze, że „ten co gra na skrzypkach, to on ma diabła”, wzbudza we mnie autentyczny niepokój, mimo że przecież TA, a nie TEN, ale mój Boże, w istocie ma. Podobnie nieswojo czuję się przy „Bendzie wojna”. Już nie pamiętam kiedy ostatnio muzyka potrafiła mną tak trząść. Owszem, mieszkam na wsi, folklor nie jest mi przesadnie obcy, a i z muzyką źródeł stykam się w międzyczasie. Ale „Nord”, tak jak i poprzednie płyty Kapeli, to nie jest żadna wycieczka na skansen, by ubijać masło czy w rzece prać. To potężny album bez podziału na kategorie wagowe, bez usprawiedliwień, ale i bez wyjątkowego traktowania. Na wstępie, bo cóż kryć, są wyjątkowi, dbajmy o nich.
Mikołaj Katafiasz

________

Kapela ze Wsi Warszawa wciąż czaruje nas dźwiękami z czasów bardzo dawnych. Ale to wszystko nasze dźwięki. Najpierw było o nich głośno za granicą, a dopiero potem w Polsce. Właściwie można powiedzieć, że wprost z małych, zadymionych scen podłych mazowieckich klubów trafili na salony za oceanem. Wielu już próbowało, a udało się to im – najbardziej chyba polskiej z grup. Nie tylko zresztą z nazwy. Przestawianie Kapeli ze Wsi Warszawa jako grupy folkowej jest trochę jak pisanie o Maradonie jako wielkim piłkarzu. Dlatego darumy sobie te ukłony. Kapela istnieje już 15 lat. To wystarczająco długi czas, by instrumenty zdążyły wybrzmieć, a członkowie zespołu rozeszli się w swoje strony. Ale nie w tym przypadku. KZWW – lub jak kto woli Warsaw Village Band – okrągłą rocznicę postanowiła uczcić 6. już w dorobku albumem. „Nord” to poszukiwanie inspiracji na zimnej, skandynawskiej północy. To zresztą nic nowego – choć dalekie, bo przez Bałtyk, to jednak polsko-szwedzkie sąsiedztwo wymuszało na przestrzeni wieków przenikanie się kultury słowiańskiej i skandynawskiej. Czasem działo się to za sprawą miecza, innym razem lutni. Tutaj instrumentów jest wiele: oprócz cymbałów, skrzypiec, liry korbowej, mamy też te o bardziej tajemniczo brzmiących nazwach: baraban, moraharpa, mandora, flugelhorn… I choć wśród członków zespołu nie ma już Mai Kleszcz, to jednak skoczne, żywiołowe utwory na ogół nie tracą nic z przebojowości swoich poprzedników. Weźmy choćby takie „Musiałaś ty dziewce”, łączące klasyczne etnobrzmienie z uwspółcześnionymi przepisami na muzykę trochę bardziej popularną. Z drugiej strony jest jednak „Kołysanka konopna”, o której najlepiej powiedzieć, że jest po prostu kołysanką. „Nord” to bardzo smutna płyta, pełna wokalnych popisów a capella, dołujących chórków, melancholijnych brzmień ludowych. Ale północ to przecież zima, inaczej więc być nie mogło.
Jakub Kubacki

________

Nie potrzeba głosu Mai Kleszcz, skrzypiec Wojtka Krzaka, kanonad scratchów DJ FeelX-a, ani wsparcia chóru ostatnich wiejskich śpiewaczek, by Kapela ze Wsi Warszawa nagrała znakomitą płytę. „NORD” to godzinna porcja wzruszających, genialnie zagranych i wyśpiewanych dźwięków, dojrzałe, a równocześnie niezwykle świeże dzieło zespołu, który już dawno wymknął się wszelkim klasyfikacjom i schematom.

„Transminimalroots” – hasło, które można było znaleźć na okładce „Wiosny Ludu” czy „Wykorzenienia”, poprzednich płyt Kapeli, dziś już klasycznych i kanonicznych dla całego świata world music, choć na okładce „NORD” nieobecne, byłoby sloganem najtrafniej oddającym charakter całego albumu. Każda z trzynastu kompozycji to brawurowe wcielenie tej koncepcji. Od otwierającego płytę, wyrywającego z krzeseł „Ej ty, gburski synie”, przez mistyczne „Grajo gracyki”, jazzujące „Moja dolo” i „Musiałaś ty dziewczę” (ulubiony utwór dziennikarek radiowych prezentujących płytę), cztery instrumentalne tańce, aż po zamykający album „Step Owy”, Kapela generuje transcendentalną wibrację, po raz kolejny tworzy prawdziwą muzykę przyszłości. Podobnie jak na „Wiośnie Ludu”, zespół kilkukrotnie wzmacnia swoje instrumentarium o trąbkę, na której „świnie” i mnóstwo przestrzeni generuje jazzman Miłosz Gawryłkiewicz. Niewątpliwą perełką jest utwór „Bendzie wojna”, w którym gościnnie pojawia się kanadyjska szamanka Sandy Scofield, który brzmi niczym hipisowski protest-song, nagrany gdzieś na zachodnim wybrzeżu USA w ‘68 roku, a prawdziwą gęsią skórkę wywołują nostalgiczne, kameralistyczne „Gospodynie”. Jest w tym wszystkim kolosalna dawka prawdy i najszczerszych emocji. Solowe partie Magdy Sobczak i Sylwii Świątkowskiej w „Kołysance konopnej”, pierwszym utworze w piętnastoletniej historii zespołu zbudowanym wyłącznie na żeńskich głosach, pewnie nie byłyby tak poruszające, gdyby nie fakt, że zaraz po premierze „Infinity” obie zostały matkami.

„NORD” to także arcydzieło produkcyjne. Nagrania w najlepszych warszawskich studiach nagraniowych i mix Mariusza Dziurawca i Jarosława Smaka ze Studia AS One, przywołują na myśl realizację legendarnych albumów szwedzkiej Hedningarny, występującej na płycie gościnnie w dwóch pierwszych utworach,. Znamienne wydaje się przy tym, że ta formacja, celebrująca właśnie 25-lecie istnienia, po zrewolucjonizowaniu sceny world music w latach 90-tych, wydaniu pięciu płyt i setkach koncertów, właśnie w piętnastym roku działalności ostatecznie pożegnała współpracujące z zespołem wokalistki i weszła w stan artystycznej wegetacji. Kapela, formując nowy szyk i wydając na piętnastolecie istnienia szósty autorski album, nie składa broni i po raz kolejny pokazuje właściwą sobie klasę oraz wstręt do banału. Sugerowany przez tytuł płyty kierunek północny okazał się być wyłącznie luźnym skojarzeniem, inspiracje i charakter muzyki zostały te same, a współpraca z zagranicznymi gośćmi czystym partnerstwem, bez cienia uległości z żadnej ze stron.

Dołączony do książeczki fragment z „Nieśmiertelnych” Hessego: „(…)Ale myśmy odnaleźli siebie/W sferze lodu prześwietlonej gwiezdnie/Obce są nam lata, dni, godziny,/Obca młodość, starość i różnica płci.(…)” po przesłuchaniu „NORD” brzmi niczym credo KzWW AD 2012. Wypływająca z kolektywności zespołu, niesamowita siła nowej płyty i energia, jaka towarzyszy koncertom ją promującym, pozwala wierzyć, że to nie ostatnie słowo „Wieśniaków” i jeszcze nie raz dadzą o sobie znać.
Mateusz Dobrowolski

________

**********

Muzyczni archeolodzy z mazowieckiego znowu czarują.

W Polsce z szamanką zetknąć można się na dwa sposoby – wykonać telefon pod jeden z numerów wyświetlanych na kilku kanałach telewizyjnych po północy lub kupić nową płytę Kapeli ze Wsi Warszawa. Bądź co bądź kompakt jest droższy niż 4,92 z VAT za minutę połączenia i nie nazywa się Sybilla, jednak to właśnie ten sposób polecałbym wszystkim zainteresowanym.

Obchodząca piętnastolecie swojej działalności Kapela to spełnienie amerykańskiego snu – stawiający na wielobarwny folk zespół startował z wiejskich parkietów i szybko wylądował na światowych salonach jako Warsaw Village Band. Koncertujący bez wytchnienia zarówno w Malezji, jak i w podwarszawskich szkołach podstawowych (widziałem niegdyś na własne oczy).

Wydany właśnie przez Karrot Kommando NORD to owoc przetasowań w składzie (odeszła Maja Kleszcz i Wojtek Krzak będący twórcami sukcesu poprzedniego albumu Infinity), współpracy z legendarnym szwedzkim zespołem Hedningarna oraz gościnnego udziału obiecanej szamanki z Kanady (można usłyszeć ją w utworze „Bendzie wojna”). Za pomocą tak niebanalnych instrumentów jak baraban, flugelhorn czy mandora otrzymujemy sześćdziesiąt dwie minuty niezapomnianej wędrówki pod strzechy i między fiordy. Żywy duch tchnięty przez członków Kapeli w swe wykopaliska muzyczne daje o sobie znać w takich kawałkach jak „Hola byśki hola” czy singlowym „Ej ty gburski synie”, i choć nie brak na tej płycie energicznych melodii, przeważają surowe, organiczne dźwięki, które wraz z przeciągłymi partiami wokalnymi miejscami dają niemal hipnotyzujący efekt na pograniczu snu i jawy.

Choć bez wątpienia nie jest to milowy krok w działalności zespołu, ze względu na atrakcyjną, a zarazem niezbyt odległą egzotykę w postaci północnych rytmów NORD ma szanse przyciągnąć również tych, którym dotychczasowa działalność Kapeli w obrębie typowo polskiego folku nie przypadła do gustu. Warto spróbować.

Podsumowując, jeśli przylecieliby do nas Słowianie z przeszłości, zamiast zwyczajowego chórku górali na lotnisku witałaby ich Kapela ze Wsi Warszawa.
Jacek Wiaderny

________

Czar północy.

To już piąta płyta zespołu, który jest jednym z najważniejszych towarów eksportowych naszego kraju, nie tylko przez ekstensywną promocję słowiańskiej duszy i kultury, ale przede wszystkim przez magiczne płyty stojące cały czas na jednakowo wysokim poziomie. I po tych piętnastu latach jak się Kapela ze Wsi Warszawa trzyma?

Po raz kolejny mamy do czynienia z profesjonalnym podejściem do tematu i reinterpretacją muzyki ludowej na niezwykle wysokim poziomie. Tym razem zespół postanowił pobawić się stylistyką Północy, co wskazywać może tytuł albumu. Ale nie jest to do końca zgodne z prawdą. Oczywiście, do współpracy zostali zaproszeni znakomici goście: legendarna szwedzka grupa Hedningarna czy szamanka Sandy Scofield, córka wodza kanadyjskiego plemienia Cree, ale muzycznie od lat jest to wciąż ten sam zespół. Jedynie utwory, na których udzielają się goście mogą dawać wrażenie pewnego ochłodzenia się kompozycji, większej surowości, ale i przestrzeni: “Bendzie wojna”, “Grajo gracyki” czy singlowe, a właściwie lepiej powiedzieć najbardziej komerycjne (w końcu ma nawet teledysk!) “Ej Ty, Gburski Synie” Poza nimi, Kapela wraca do swojego wypracowanego przez lata stylu. Nawet strata Mai Kleszcz i Wojtka Krzaka, którzy, jakby na to nie patrzeć, stanowili silne osobowości w grupie nie wpłynęła stratnie dla zespołu – wręcz przeciwnie. Rozpiętość instrumentalna, a także stylistyczna pokazuje dobitnie, że pomimo stażu i trudności trzyma się dzielnie.

Północ, choć nie ma tak wielkiego znaczenia, jak sugerować może tytuł płyty, jest jednym z elementów dopełniających obraz kalejdoskopowego patrzenia na świat przez grupę. “Nord” to taki mały kolaż europejskich korzeni, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Nawet nie lubiąc tego typu muzyki i uważając ją za zbyt jarmarczną, warto spojrzeć na takie granie jak na prostszy powrót do przeszłości. Słuchając tej płyty można przenieść się gdzieś bardzo daleko w czasie i przestrzeni, poczuć ten klimat całym sobą. Dlatego najlepiej jest słuchać “Nord” w słuchawkach, by w pełni docenić smaczki wytworzone przez kolektyw producencki, który w świetny sposób opakował mnogość instrumentów w zgrabną całość, nie narzucającą się konkretnym elementem, tylko będącą chwytaną jako jeden organiczny twór.

“Nord” to płyta potwierdzająca pozycję Kapeli, grupa, jak bumerang, triumfalnie wraca na swoje podium jednego z czołowych artystów folkowych na świecie. Jest to album, z którego powinniśmy być dumni – nie tylko za zespół, ale także za nas samych, naszą historię i kulturę, którą ci Artyści chcą z powodzeniem kultywować.
Kuba Serafin